OPEN WEEK - Puchar Świata

MISTRZOSTWA ŚWIATA

SALVADOR-BRAZYLIA


Tu znajdziecie najświeższe wiadomości od Kasi szotka@hotmail.com prosto z Salvadoru



Kod  ISO 8859-2


listy z 3 , 5 , 7 , 8 , 9 stycznia 2000
 

03 stycznia 2000

Cześć moi kochani.
dzisiaj pogoda jak i wiatr trochę nawaliły, bo poza zefirkiem nie ma żadnego
szkwału. ale to jeszcze nie jest koniec świata, bo regaty dopiero za dwa dni.
Dzisiaj planujemy trening w godzinach wyścigowych czyli za około godzinkę.
Łódkę całą sprawdziłam i wszystko przyszykowałam. Ale mam dużo sprzętu....
Wybrałam żagiel Konysa do masztu tego twardszego na wiatr od brzegu.
Zobaczymy, a ustawienie to 548. Codziennie chodzę na rozruch i piję ehinacee
Zrobiłam sobie plan według którego się trzymam, żeby nie zapominać o
ważnych sprawach. Pod wieczór, albo po treningu będę chodzić na basen,
który jest ogólno dostępny, dla relaksu. Przedwczoraj przepłynęłam 1000m,
wczoraj 1500, a dzisiaj spróbuje 2000m. chociaż już jutro przed regatami będę
pływać tylko1000. Jest okropnie gorąco, ale jakoś znoszę ten klimat , zresztą już
chyba się przyzwyczaiłam.
 


fot. Hector  Echebaster Tel.: ++5521 9917-4494

Basen na którym pływam znajduje się na terenie klubu YCB
(prawda ,że kusi - szczególnie kiedy są takie upały ponad 30st.C)

 

 05 stycznia 2000

Właśnie wróciłam z wody. odbyły się dwa biegi w trzech grupach - mężczyźni
razem z kobietami. w każdej z nich były po dwa falstarty generalne, ale to
nie jedyna przygoda, która się wydarzyła. W połowie pierwszej halsówki
pierwszego wyścigu nadciągnęły czarne chmury tak szybko, ze każdego to
zaskoczyło. przed wyścigiem niebo było szare i mocno świeciło słońce, a po
15 minutach wszystko się zmieniło. Zmieniły się prowadzące i te z końców.....
Pogoda i stawka się pogmatwały. W tym biegu przypłynęłam na około 40 miejscu
- bywa i tak. Założyłam sobie energiczne i zdecydowane, odważne starty. ale w drugim biegu chyba przedobrzyłam, gdyż złapałam czarna flagę i po kłopocie. Ponowiłam start ze swoja grupą, dopłynęłam do górnej boi piąta i zawinęłam do portu razem z Krisina Roug. Przymierzyłam się do niej i musze powiedzieć, ze szybko ciągnie ten zestaw - nowy green i maszt.

Warunki na wodzie: fala oceaniczna długa ,silny prąd i ogólnie inne warunki niż wszędzie indziej. Dzisiaj już mi się lepiej pływało niż wczoraj, ale jeszcze nie czuje się w pełni formy. Od tych warunków trochę kręci mi się w głowie i nie mogę złapać rytmu. ale pracuje nad tym, jak i nad sobą i swoim otoczeniem. moja aura jest teraz trochę pod parasolem, ale już nie długo - czuje - wyjdzie słońce idę za chwile przepłynąć w basenie codzienny dystans, żeby się zmęczyć, a przed mistrzostwami zdecydowanie odprężyć. Zadzwonię dzisiaj do was .
Metaliczny wiatr wieje mi prosto w twarz.....
 


 

07 stycznia 2000 

Miałam nosa , zdecydowałam się dzisiaj wyjść  wcześniej do portu . Dobrze
zrobiłam , gdyż jak tylko przyszłam lunęło jak z cebra. Jest bardzo duże zachmurzenie i brak wiatru. Dziękuję wam za wsparcie i za relację z  tego ,
co dzieje się w domu. To mi pomaga. 
Wczoraj długo rozmawiałam z Moniką na temat akwenu i postawy innych zawodniczek. Monika sądzi, ze te regaty będą należały do słabowiatrowych ,  zapowiadają zefirki, ogromną falę i mocny prąd. Mi nie pozostaje nic innego jak tylko postawić wszystko na jedną kartę, bo i tak nie mam nic do stracenia . Zresztą kieruję się też myślą, ze wiele dziewczyn ma tutaj kwalifikacje olimpijskie i będą żeglowały , aby pokonać inne ze swojego kraju.
Dzisiaj założę konysa do tego nowego masztu. jeszcze tego nie próbowałam.
Wóz albo przewóz. Prędkość mam świetną , ale gubię się gdzieś w połowie
halsówki, bo jak sadzę robię za dużo zwrotów. Tutaj trzeba dobrze wystartować i jechać albo w lewo albo w prawo. Środek jest zawsze niezdecydowany i dlatego odpada. Dużo myślę na temat żeglarstwa i robię analizy: "dlaczego?".
 


 

8 stycznia 2000

Pogoda jest bardziej niezdecydowana - jest słońce, ale nie brakuje 
także chmur , nie wiem jak z wiatrem, ale popływam na konysie.
Wczoraj warunki wietrzne i żeglarskie pozostawały tajemnicze i nieodgadnione. Gdy wypływaliśmy z portu wiatru prawie nie było i dlatego 
kutry musiały nas wziąć na hol. Silny prąd uniemożliwiał stanie w jednym miejscu, dlatego  przywiązano prawie wszystkich do ogromnej boi, by nie 
spływać z prądem . Dziwnie i groteskowo to wyglądało. Potem lekki wiatr 
trochę pokropiło .Wszyscy się odwiązali, myśląc, że dopłyną 
na start. Cofaliśmy się w oczach mimo że żagle były wypełnione wiatrem 
i siedziało się na burcie. Na start czekaliśmy trzy godziny. Rozpogodziło się 
i rozwiało do silnej dwójki  a w ostatnim wyścigu wiało nawet około trzech.
W obydwu wyścigach miałam dobry start i żeglowałam na prędkości.
Niestety byli lepsi ode mnie , na metę w pierwszym wyścigu wpłynęłam 18, 
a w drugim 26. mimo tych rezultatów podskoczyłam w ogólnej klasyfikacji na 87 i jestem w srebrnej grupie - mała ulga.
Jestem bojowo nastawiona. Mam mały problem .Jak wiecie nie mam pomiarów 
na nowy sprzęt. Pomiary odbywają się w godzinach regat.
Żeby zmierzyć maszt i bom  muszę spłynąć z ostatniego wyścigu.
Zaplanowałam sobie, że wystartuję, ale po górnej boi popłynę na pomiary.
Trochę stracę, ale zyskam na jutrzejszej mobilizacji.
Teraz żelazny wiatr, który czuję na twarzy i uśmiech dla każdego
oraz mały promyk słońca, który chowam do kieszeni, to moja energia...
 


 

9 stycznia 2000 rano

Dzisiaj przyszłam do portu wcześniej ze względu na bom. Okazuje się, 
że nie mają nitów i muszę czekać godzinę. Ja miałam dwa o odpowiednim 
wymiarze, ale na jeden to muszę jeszcze czekać. Nawet  Niki Noki 
zaoferował, że poszuka. Myślę, że wszystko będzie w porządku , dam sobie radę. Pogoda jest cudowna. Chmurek prawie nie ma i myślę, że będzie podobnie wiało jak  wczoraj. W swojej grupie po trzech nieukończonych wyścigach zajmuje 51 pozycję. Miejsce już nie jest ważne - ważna jest świadomość żeglowania i podejmowania decyzji. Wczorajsza duża fala, ale naprawdę ogromna, nawet zakrywała łódkę stojącą przede mną, dał mi się we znaki.
Padłam zmęczona jak po naprawdę silnym wietrze, a wiał jakieś cztery i wcale nie odczuwało się zmęczenia na wodzie. Gdy przychodzi pora relaksu , to wychodzi  co siedzi za skórą . Wtedy człowiek czuje , ile waży jedna godzina pracy , ile kosztuje jedna minuta koncentracji , jak długo trwa jedna sekunda życia....
Teraz  idę zobaczyć co z moim bomem. 
 

9 stycznia 2000 wieczorem

część I pt. "koniec"

Zakończył się Open Week. Moje miejsce nie jest imponujące, ale to nic nie 
znaczy. Najważniejsze dopiero przed nami. Dzisiaj wiatr dopisał, ale nie tak 
jak wczoraj. Z powodu małego zachmurzenia wiatr nie mógl się przebić i 
jedynie co pewien czas przychodziły szkwały, co w pewnych momentach 
decydowało bardziej niż prąd.
Dzisiaj wzięłam udział tylko w jednym biegu - drugim tego dnia. Od wczoraj 
bowiem wojowałam z nowym bomem , który okazał się nie klasowy aby móc wystartować w mistrzostwach świata . 
Udało się. Zaangażowałam prawie wszystkich i w momencie startu 
do 1 wyścigu dzisiejszego dnia dostałam do ręki, to co chciałam. Przyczyna boju tkwiła w trzech milimetrach. Choć to nic nie zmienia w prędkości żeglugi , trzeba się trzymać przepisów . To nie przelewki mam wrażenie , że będę startować w Formule 1 .
Jutro odpoczynek, a pojutrze pomiary i co wtedy?
 


9 stycznia 2000
II część pt. "początek"

Już wszystko do siebie pasuje : czerwona sukienka , i powitanie słońca - trochę to trwało zanim zaczęłam czerpać energię z tych relaksujących i stymulujących metod. Udało się. Dzisiaj wszystko już załatwiłam.
Nicki Noke sam mi wszystko zmierzył i pomógł. Potem moją sprawą 
zainteresował się pan Janek. W każdym razie nie zdążyłam na wyścig pierwszy, ale wypłynęłam i podziwiałam dziewczyny, które walczyły w złotej grupie - to też czegoś uczy. Ponieważ nie wiało tak silnie, założyłam nowego greena - około trzech.
Mimo trochę gorszego startu wyciągnęłam się na piątą pozycję. Muszę powiedzieć, że bardzo szybko się na nim żegluje. W trakcie żeglugi wiele osób zjechałam na prędkość. Płynęło mi się naprawdę świetnie.

Kasia

Foto Eliminacje MŚ Finały MŚ