MISTRZOSTWA ŚWIATA

SALVADOR-BRAZYLIA
12 do 18 stycznia 2000r


Tu znajdziecie najświeższe wiadomości od Kasi szotka@hotmail.com prosto z Salvadoru



Kod  ISO 8859-2


listy z 12 , 13 , 14 stycznia 2000
 

12 stycznia 2000 
Czekamy aż przestanie padać . Na razie nie ma wiatru i na skórze obok 
kropel deszczu pojawiają się płytki potu. Parno i duszno, ale już za chwilę 
defilada po porcie i prezentacja każdego państwa.
Prognoza na dzisiaj jest tak jak co dzień. Jestem bojowo nastawiona i 
niczego się nie obawiam. Będziemy  startować w dwóch grupach po 53 i 54 , łatwiej zatem będzie dostać się do złotej stawki. Łódka już na mnie czeka, jeszcze tylko przygotuję protestówkę i zjem banana przed zejściem na wodę...
O ! idziemy.
pa po wyścigach

*

Pięć minut temu spłynęłam z wody. Po parnym i deszczowym poranku wreszcie wyszło słonko, gdy wypływaliśmy i w perspektywie widziałam czyste niebo czyli czysty i rześki wiatr. Przy wietrze mocne trzy wystartowałam od komisji - świetnie  zrealizowałam swój zamysł popłynięcia w lewo. Była to godzina, gdy prąd jeszcze nie działał, bo następował zwrot - stąd ta decyzja. Już w połowie halsówki widać było, że strona wyda. Na pierwszą górną boję 
weszłam około13 miejsca. Byłam zadowolona, ale zamiast płynąć połówkę górą ,  popłynęłam dołem straciłam z 4 miejsca.  Potem na pełnym - fale 
spode mnie uciekały, żagiel ciągle za sztywny. ale to tylko moja wyobraźnia 
i brak wyczucia spowodowały, że nie żeglowało mi się dobrze na pełnym. Do 
końca wyścigu straciłam jeszcze trochę i na metę wypłynęłam 18. Nie jest 
tak źle - powiedziałam sobie. W drugim wyścigu wystartowałam od 
komisji jeszcze lepiej i chciałam powtórzyć tę halsówkę. Startując 
pierwsza nie mogłam odłożyć się na lewy od razu po starcie, bo za mną 
płynęły inne na prawym i tutaj pierwsza strata. Potem jeden niepotrzebny 
zwrot i kolejne metry do tyłu , i tak przez cały wyścig. To dopiero początek , tak 
sobie mówię, bo miejsce około 41 w drugim , to nie jest marzenie . Za chwilę zjem obiad przygotowany dla wszystkich zawodników . W drodze do domu  za około godzinę - zadzwonię do was.
 


 

13 stycznia 2000

"oj kiepsko"
 

Już dawno dawno temu nie byłam tak załamana. Warunki wietrzne były 
wymarzone, ale ja nie umiałam z nich skorzystać. Wiało 3 do lekkiej 4, 
przecież , to mój wiatr, to moja fala, to nic innego jak ja wiatr i woda , ale 
niestety. Nie umiem się pozbierać. Cały czas próbuję i staram się udowodnić 
sobie, że jestem dobra, ale może nie wystarczająco. Mam świadomość, że robię wszystko..... Dzisiaj były dwa biegi. Jedyne co mnie zadawala to realizowanie koncepcji i wyciąganie wniosków. Reszta jest milczeniem..... Wystartowałam dwukrotnie od komisji, za pierwszym razem bardzo dobrze, a za drugim świetnie! ale to w niczym nie pomogło, bo się pogubiłam na ostrym ,a już całkowicie na połówkach. Ze zdziwienia aż policzyłam łódki, które mnie przegoniły - 17!!!!!!!! Nie  wiem jakie miałam miejsca, dopiero czekamy na wyniki, ale dwa razy około 40 - kiepsko. Za każdym razem płynęłam około 15-  20 miejsca. No trudno , poprzeczka przed wyjazdem wisiała wysoko a teraz powoli opada - może uda mi się do niej dosięgnąć ręką?
Słuchajcie...obiad już zjadłam i idę do domu położyć się do lóżka  bo się 
rozchorowałam. Dbałam o siebie i to bardzo i naprawdę nie wiem kiedy mnie to dopadło. Myślę, że jest to choroba - silne przeziębienie. Nie martwcie się o mnie ja sobie radę dam , chociaż bardzo mi Was brakuje. Brakuje mi kogoś , kto by czekał na mnie na mecie, kto by pomógł mi zwinąć żagiel i powiedział jakie błędy zrobiłam...
Jutro przyjdę do portu jeszcze raz tak wcześnie, by posiedzieć przy internecie...
 

14 stycznia 2000

Właśnie spłynęłam, prawie ostatnia. ale już ze wszystkim się pogodziłam. Teraz już wiem, że wszelka troska i problemy pochodzą stąd, że się cały czas o nich myśli. Choć dzisiaj nie udało mi się , udowodnić sobie, że nie wszystko jeszcze stracone, że stać mnie na świetną żeglugę. Nie zapominam, że wielu ludzi na świecie przeżywa jeszcze większe rozterki ode mnie. Sprawa mistrzostw świata jest już roztrzygnięta . Choć nie udało mi się osiągnąć pierwszej poprzeczki, to być może przeskoczę drugą, którą postawiłam sobie w drodze do portu.  Jest to wygranie srebrnej grupy. Mam jeden dzień na podreperowanie zdrowia i zmobilizowania duszy , bo gdy dusza jest niepewna wtedy i ciało też nie czuję się najlepiej. Wszystko jeszcze przede mną  , będę walczyć do ostatniego wyścigu. Na razie 
kiepsko mi to wychodziło , mimo woli walki ciągle traciłam. Myślę jednak, że człowiek musi wiedzieć , otrzymywać dowody swej niedoskonałości, po to żeby ciągle do niej dążył.

Kasia
 

Foto

Open Week    Finały MŚ